Dlaczego Bóg się ukrywa?

Dlaczego musimy wierzyć w Boga, a nie możemy po prostu wiedzieć, że On jest, zwyczajnie po ludzku z Nim być? W odpowiedzi na to pytanie pomogło mi ostatnio parę dobrych filmów i książek. Najtrafniej ujął to chyba Bóg w (kto by się spodziewał?!) „Brusie wszechmogącym”, mówiąc:

– I nie ujawniaj się. Z tym bywa wiele problemów (kto zobaczy film, będzie wiedział o co chodzi).

oraz

odpowiedź na pytanie Bruce’a:
“- Jak mam ją zmusić do kochania mnie?!
– Też chciałbym to wiedzieć. Jak znajdziesz jakiś sposób, to daj znać.”

Jakoś tak to było. W każdym razie chodzi o sedno sprawy.

Gdybyśmy od razu i tylko i wyłącznie byli w Niebie w obecności Boga, nie mielibyśmy wyboru – widząc Jego wspaniałość musielibyśmy Go kochać; umiejąc jedynie czynić dobro, musielibyśmy go czynić. A Bóg nie chciał maszynek, tylko ludzi – istoty wolne, więc stworzył nas, dał nam cały piękny świat i „wycofał się”, aby „stworzyć dla nas przestrzeń”(to z kolei z jednego fragmentu książki „Boskie Oblicze” Paula Badde). A po co ta przestrzeń dla nas? Żebyśmy mogli się rozwijać. Bóg nie stworzył nas od razu doskonałymi, lecz pragnął abyśmy i my mieli udział w naszym rozwoju. W niezwykły sposób motyw rozwoju jako jednego z celów naszego bycia TU, pojawiał się w trzech tak różnych książkach, które ostatnio wpadły w moje ręce.
Maria z Agredy – katolicka mistyczka z XVII wieku, Betty Eadie – współczesna protestantka opisująca swoje doświadczenie śmierci oraz Monika i Marcin Gajdowie, polscy psychoterapeuci chrześcijańscy, którzy „rozwój” umieścili w tytule swojej książki. Tak, to wszystko ułożyło mi się w logiczną całość i powoli przestaję już mieć pretensje do Boga o to, że nie podał mi adresu, pod którym mogłabym z Nim wypić poranną herbatkę przytulając się i rozmawiając tak namacalnie, po ludzku, nawiązując z Nim najniezwyczajniejszą w świecie relację.*

 

p.s. Na szczęście każdy może mieć z Nim relację duchową. Czy wierzysz, czy nie, Bóg istnieje i chce tej relacji. Nasza wiara lub jej brak nie zmienia tego, że Bóg JEST. Wystarczy zaufać, a potem… dzieją się CUDA. Doświadczyłam. Poświadczam.

 

p.s.2. Może ktoś zapyta; „Ale jak nawiązać tę relację duchową?”. Może ktoś zarzuci „Jak gadać z kimś, kogo na pierwszy rzut oka nie ma?”. A kto inny stwierdzi: „Nie będę robić z siebie wariata. Mam rozmawiać z powietrzem?”

Nie… Lecz:

Wejdź w ciszę, a odnajdziesz nie tylko swoje serce, ale odkryjesz też Obecność. „JESTEM, KTÓRY JESTEM”. Tak… Obecność… Miłującą obecność Boga…

Potem weź Biblię i czytaj. Czasem wystarczy jedno słowo lub zdanie. I wszystko staje się jasne, ogarnia cię pokój i Miłość. On zawsze jest do Twojej dyspozycji. Wszystko zależy tylko od Ciebie :)

* i tu właśnie chciałam dopowiedzieć (jest rok 2018, więc przez te 3 lata od powyższego wpisu trochę się wydarzyło), że nieraz piję z Bogiem poranną herbatkę. Nie ma nic piękniejszego niż to, że Bóg zawsze jest z nami i w nas, ze swoją miłującą Obecnością. Gdyby był fizycznie w jakimś konkretnych miejscu, jak wiele byśmy stracili -Jego ZAWSZE-BYCIE-WSZĘDZIE…

Dodaj komentarz