Hej wszystkim!
Trochę tu cicho było ostatnio i chyba czas to zmienić. Może jakiś mały update co tam u nas. No więc… żyjemy, a to już dużo. Covida przeszliśmy w październiku i nie było źle, ja w zasadzie prawie nie miałem objawów, Julka trochę gorzej, ale też bez większych konsekwencji. Dzieci rosną. Powiadają, małe dzieci – małe problemy, duże dzieci – duże problemy. No i co tu ukrywać, trochę tak jest. Dwójka dorosłych na czwórkę małych szkrabów to trochę mało. W dobie Covidu ciężko kogoś poprosić o pomoc, a z racji tego, że jesteśmy dosyć aktywni, to na brak zajęć naprawdę nie narzekamy*. Nasze dzieciaki są cudowne, ale w swej cudowności potrafią doprowadzić nas czasem na skraj załamania. Kto ma dzieci, ten wie o co chodzi, a kto nie ma, to trochę ciężko to wytłumaczyć. Kiedyś próbowałem o tym opowiedzieć koledze, który nie ma dzieci i wymyśliłem coś takiego:
- Nawet gdyby dziecko nic nie chciało (co oczywiście jest mrzonką) i nie ruszało się (co jest już abstrakcją) to wystarczy, że tylko mówi. Uwierz mi, że mózg dorosłego ma ograniczoną ilość percepcji i cierpliwości, żeby przyjmować komunikaty i po jakimś czasie od samej intonacji głosu dziecięcego umysł dorosłego jest wyczerpany.
Cytat ten nie oddaje w żadnej mierze złożoności tematu bycia z dziećmi, ale na potrzeby chwili musi wystarczyć. 😉
Nie wiem w ogóle, czy zauważyliście, ale nie wypowiadamy się na temat wychowania dzieci zbyt dużo. Ma to swoje uzasadnienie. Po prostu, co mamy mówić o czymś co jest w toku, i jeszcze się wymądrzać. Prawda jest taka, że wielokrotnie popełniamy fatalne błędy i wiecie co, nie da się inaczej. Nie jesteśmy ekspertami, co więcej uważam, że nie ma jednej właściwej metody wychowawczej (to chyba oczywiste). Jak ktoś nie prosi o radę i wsparcie, to lepiej siedzieć serio cicho. Nie ma uniwersalnych metod, bo też każde dziecko ma inny temperament i metoda, która się sprawdza u jednego, nie da żadnego efektu u innego. Nie ma uniwersalnych metod także dlatego, że każda rodzina jest inna i ma inne uwarunkowania. Swoją drogą uważam, że i tak wszystko zweryfikuje przyszłość i za 10 lat (a może dopiero za 20?) będzie można określić, czy coś było w porządku czy też nie. A problemy są mega, mega różne. Od choćby: czy puszczać bajki czy nie, kiedy można wprowadzić gry komputerowe, czy zgadzać się na telefon dla dziecka itp. itp. itp. A jeszcze jedna sprawa od razu wychodzi: grono rówieśnicze. Ha ha, możesz sobie wychowywać jak tylko chcesz, a i tak dziecko wpadnie w konkretne grono rówieśników. Możesz sobie wtedy gadać, a i tak ciężko Ci stać na straży swoich przekonań, tym bardziej, gdy nie jesteś pewny czy są na pewno słuszne. No bo żyjemy w cyfrowym świecie, czy tego chcemy, czy nie. I jak wytłumaczyć dziecku, że nie potrzebuje telefonu, kiedy wszyscy koledzy mają i jeśli on nie będzie miał to wypadnie z obiegu koleżeńskiego. Ech.. problemy tego świata 🙂 Oczywiście możemy wozić dziecko tylko do „wybranych” rówieśników. Tych z lepszych rodzin, tych co tak jak my, wychowują pod prąd. Można wozić do wybranych szkół, tych the best i „bezpiecznych” (czy takie w ogóle istnieją?). Tak. Można trzymać dzieci pod kloszem… Tylko jak długo i jakim kosztem? Współczesny rodzic jest jak autobus, wiecznie w drodze. A jak sobie pomnożyć to wożenie razy cztery, to robi się zabawnie. Taksówka na pełen etat.
Wracając jednak do komórek… czy to jest w ogóle złe? Patrzę na to z boku i widzę, że jak technikę poddać konkretnej kontroli, np. wyłączyć pewne funkcje w telefonie, nałożyć blokady, filtry i podglądy rodzicielskie, to w sumie dlaczego nie? Oczywiście jest jeszcze jeden kłopot. Jakby ktoś nie wiedział, mamy pandemię, i dzieciaki siedzą przed monitorami zdecydowanie za dużo. Rety to naprawdę nie jest łatwe.
Tutaj mała dygresja… wiecie, że ten wpis miał być kompletnie ale to kompletnie o czymś innym 🙂 🙂 🙂 a z dygresji wstępnej wyszedł wpis całościowy 🙂
Wracając, tych dylematów jest po prostu mnóstwo. I czasem można się w tym zgubić kompletnie. Gdy Ty walczysz o jakieś ideały, a tu dziecko po prostu pała wręcz wściekłością do Ciebie, bo chcesz je nauczyć porządku. A do tego dochodzą jeszcze szkoły wychowania, mądre książki i mądre wykłady, które czasem prowadzą Cię na skraj przepaści, gdy okazuje się, że ŹLE robisz !!! To samo się dzieje, gdy spotykasz innych znajomych, którym wszystko idzie wspaniale w wychowaniu, a ich dzieci to chodzące aniołki. Och, to potrafi przybić, gdy ty zmagasz się z każdym dniem. Jedno wiem, nie wolno pod żadnym pozorem porównywać się, bo to nie ma sensu. Każdy ma swoją historię i różne uwarunkowania. Komuś rodzice (czyli dziadkowie dzieci) będą pomagać permanentnie, wspierając choćby w wożeniu dzieci albo w opiece nad nimi, a innym nie będą pomagać prawie wcale, bo na przykład dziadkowie pracują lub mieszkają na drugim końcu Polski. Są różne sytuacje i w tym wpisie dążę do tego, żeby pokazać Wam, że nie warto się napinać na siłę. Jeśli nie masz konkretnego wsparcia z zewnątrz, jak jesteś rodzicem małego dziecka, to nie miej wyrzutów sumienia, że puścisz bajkę dziecku i pójdziesz spać, albo że zrobisz coś dla siebie. Tutaj chcę wam powiedzieć, że ostatnio odkryłem nową pasję w postaci malowania. Matko, jakie to jest super! Dla mnie to jest najlepszy relaks, uwielbiam to. To a propos co u nas 😉 Muszę o tym kiedyś napisać, bo to w sumie ważna kwestia – bycia wyczulonym na swoje własne potrzeby. Wracając, jeśli te pół godziny bajki albo nawet godzina ma przywrócić Tobie twoje człowieczeństwo, dać Ci chwilę wytchnienia, to uważam, że nie ma co się zastanawiać. W byciu rodzicami nie możemy przestać być ludźmi, no i małżonkami, bo to jest osobna sprawa. A propos jeszcze różnych teorii wychowawczych i znajomych, którzy robią inaczej. Trzeba na to spojrzeć szerszym okiem, i broń Boże porównywać… wiem, nie jest to łatwe. Jak komuś idzie super, to fajnie. Ty masz swoją sytuację i choć jest, jaka jest, to jest Twoją sytuacją. I tak nie wiemy jak się potoczą losy naszych dzieci, bo nie mamy na to wpływu całkowitego, a wychowanie pod kloszem bez kontaktu z tym światem mija się z celem, bo i tak trzeba się będzie skonfrontować z rzeczywistością. Wtedy pewnie wyjdzie na jaw jakiś kręgosłup moralny, który Ty masz i przekazujesz dziecku. A swoją drogą, jedno już wiem: najważniejsze co możemy przekazać dziecku, co jest jednocześnie mega trudne i daje niesamowity start na przyszłość, to wzbudzenie w nim poczucia własnej wartości. Wiecie, mam wrażenie, że większość Polaków nie ma tego poczucia. Sam przyznam, że ja też się tego uczę. Nie wiem czy pamiętacie nasz film o NVC. Nie chcę rozwijać tutaj tematu, ale zauważyłem, że z kim nie rozmawiamy, to mówienie bez przemocy jest kluczem, chyba jest to spowodowane tym, że podstawą NVC jest wpierw empatia do siebie samego, wsłuchanie się w swoje uczucia i potrzeby. I zacytuję tu genialną piosenkę Igora Herbuta, napisaną do niespecjalnie chyba wartościowego filmu „Miłość jest wszystkim”:
„Nie jesteś w stanie zbliżyć się do kogoś, jeżeli Ty nie zbliżyłeś się do siebie”
Igor Herbut jest moim niedawnym odkryciem, pewnie go znacie, dla mnie natomiast jest to niesamowita nowość. Jego piosenki są niezwykle głębokie i wartościowe, w zasadzie pod każdym względem. Jak się chwilę zastanowić nad tymi słowami, to po prostu są niesamowicie prawdziwe. Swoją drogą, jak popatrzycie na słowa Jezusa: „kochaj bliźniego jak siebie samego”, to nagle okazuje się, że to jest wręcz zaproszenie do empatii wobec samego siebie, a ona jest w sumie kluczem w psychologii współczesnej…. o dotarłem do tematu głównego 🙂 No nie, nieźle. Generalnie chciałem napisać o psychologii i jej roli i ogólnie podzielić się kilkoma przemyśleniami na ten temat, bo jest mi, uwierzcie bliski w tym roku szczególnie. Ale w takim razie pozwolę sobie napisać kolejny wpis. 🙂
Na koniec muszę wam coś napisać. Chyba już to robiłem, ale tak gwoli przypomnienia. Nasz blog to nie nasze źródło utrzymania, w związku z tym nie mamy w ogóle ciśnienia żeby pisać na siłę, jak coś dzieje się ważnego, wtedy siadamy i czasem jest to kilka wpisów pod rząd, a czasem wolimy zamilknąć na kilka miesięcy ot tak. Nie mamy przymusu i mnie to akurat cieszy. Sporo w sumie powstało wpisów dotychczas i nasz blog jest takim zbiornikiem tych przemyśleń. Swoją droga oczywiście jest jeszcze czynnik czasu, którego zawsze brakuje. Tak, tak, ale to nie nowość. W każdym razie chcę wam podziękować, że jesteście z nami w tej formie i już.
Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie.
Janusz
* Julia czasem narzeka, ale nie na brak zajęć, tylko na brak czasu, żeby się tymi zajęciami zająć… 😉
