Gry komputerowe cz. 2

Jako się rzekło, czas na 2 cz. (cz. 1 TU)
Teraz będzie dużo trudniej, wczoraj jak powiedziałem żonie i kuzynce, że piszę na ten temat to stwierdziły, że napiszą stosowny komentarz … ogólnie nie były zachwycone … To pokazuje, że jest kłopot nawet z wszczęciem dyskusji. Spróbujmy więc w duchu spokoju i ogólnego zrozumienia przejść
przez to.

Zacznijmy od dzieci. A więc czy pozwolić, czy nie ??? Tu jestem zdecydowanym zwolennikiem reglamentacji. Małe dzieciaki potrzebują przede wszystkim zabawy z rodzicami. Póki dziecko nie wyraża chęci, to w ogóle po co dawać? Dzieciaki się przyzwyczajają, co rzutuje na ich zachowania w
późniejszym okresie rozwoju. Ja osobiście nie widzę powodu żeby dziecko do 7 roku życia w ogóle grało na komputerze. A co dalej? No tu byłbym już bardziej ostrożny z kategorycznym podejściem. Dzieciaki idą do szkoły, gdzie ich rówieśnicy korzystają z komputera. Przy okazji dość wcześnie w szkołach zaczynają uczyć obsługi komputera, co się wiąże z tym, że pociechy zaczynają wykazywać zainteresowanie grami.
W takim razie co wtedy robić? Moja szwagierka wyznacza swoim chłopcom czas jaki mogą spędzić przed komputerem i moim zdaniem to dobry patent. Trzeba jeszcze wspomnieć o kontroli rodziców nad tym, co dzieciaki robią. Bardzo często słyszę, że 10 letni chłopak gra w grę dla 18-latków, pełną brutalności i niezwykle realistyczną. Pomijam fakt, że jest to karygodne, ale przede wszystkim dla jego rodziców, którzy pozwalają na taką głupotę…. A więc jeśli chcemy aby dzieciaki bezpiecznie się bawiły, musimy
mieć oko na to, co robią. Na końcu dodam, że odradzam całkowity zakaz komputera ze względu na niepotrzebne alienowanie dzieci od ich rówieśników. Tak czy siak żadna maszyna ani gra nie zastąpią dobrej
zabawy z rodzicem.

No to teraz młodzież… tu oczywiście się zaczynają schody. Nastolatkowie mają już poczucie odrębności, potrafią się buntować i artykułować swoje potrzeby. Co w tym przypadku robić ? Po własnym przykładzie wiem, że najgorzej zostawić na samopas. Efekt będzie taki, że będzie siedział, grając cały czas,
odkładając obowiązki na koniec. Moim zdaniem rolą rodzica jest nauczyć kolejności działania. Dziecko po powrocie ze szkoły nie powinno od razu siadać do nauki, ale też w żadnym wypadku nie powinno siadać do komputera. Najlepiej wywalić dziecko na dwór, żeby się przewietrzyło i wyładowało emocje. Potem nauka, obowiązki, a na końcu, jeżeli chce, to jak najbardziej może pograć siebie jakiś czas. Taki układ działań nie powinien wynikać z wymuszania, ale z przyzwyczajenia z wcześniejszego
etapu rozwoju.

Aha… i bardzo ważna sprawa. Jeśli nam zależy żeby dziecko nie korzystało z komputera w zbyt dużym stopniu, to jest na to genialny patent i z radością sprzedaję go wam: gry planszowe! Pewnie sporo z was zna Monopol albo Osadników z Catanu i wiele, wiele innych. Te gry są świetne i
niezwykle ciekawe, dobrze się spędza przy nich czas i, co najważniejsze, po zakończonej rozgrywce masz świadomość, że spędziłeś czas z innymi ludźmi, a nie z monitorem komputera.

P.s. Argument, że można grać z innymi przez sieć jest raczej słaby. Co to za interakcja na odległość? Nic nie zastąpi spotkania twarzą w twarz.

A teraz … Czas na cz. 3. Doszliśmy do osób dorosłych   i tu się zaczyna górka, a więc …

Dodaj komentarz