Mam wrażenie, że wkładam kij w mrowisko, ale cóż… damy radę. ![]()
Panowie, kto z nas lubi chodzić na zakupy z kobietą? Pytanie retoryczne, a odpowiedź raczej w 99 procentach znana. Wiadomo, kobieta ma zupełnie inną koncepcję zakupów: chodzi po sklepie przez 3 godziny i potrafi nic nie kupić. W naszych męskich oczach nie ma większego skandalu niż coś takiego. Większość z nas wyznaje starą męską zasadę: wejść, znaleźć, kupić, wyjść (wszystko w przeciągu najlepiej 15 min). Zwykle gdy już pójdziemy na zakupy z ukochaną, to nerwowo spoglądamy na zegarek i robimy coraz bardziej pochmurną minę, po czym po pierwszej godzinie stania idziemy zrezygnowani usiąść na ławkę lub do baru. Jak pojąć fakt, że ona duma pół godziny czy ta bluzka będzie pasować, a co więcej każe nam wyrażać jakieś opinie? No nic, tylko się zdenerwować.
No dobrze, to teraz wbijmy ten kij w to przysłowiowe mrowisko. Zacznijmy od tego, że moja żona nie lubi robić zakupów. Ale gdy na nie idzie, zachowuje się jak przeciętna kobieta (podobny czas poszukiwań itp.). Ja ze swojej strony dodam, że w dzieciństwie miałem niezłą szkołę cierpliwości z moją mamą i siostrą. Zwykle gdy byłem zmuszony siedzieć w tym wielkim domu handlowym, szukałem sobie jakiegoś zajęcia lub szedłem do baru, ale i tak trzeba było czekać.
Wchodząc w związek zacząłem się troszkę zastanawiać, właściwie dlaczego tak jest, że to tyle trwa i trwa, i po co ja do tego. Moje wnioski były niemal olśnieniem. Poprzez zwyczajne porównanie wpadłem na to, że gdy ja coś robię ważnego, to dla mnie ma wielkie znaczenie czego użyję (np. właściwa śrubka), tyle, że ja w takich chwilach potrzebuję samotności, żeby się zmierzyć z problemem. A kobieta? No dokładnie na odwrót: ona właśnie potrzebuje mnie przy tym wyborze, potrzebuje mojego zdania, żeby się zmierzyć z problemem (co tu wybrać). Dla niej kolor bluzki jest tak ważny jak dla mnie rodzaj śrubki, a więc te szczegóły są ważne! Jeśli tak spojrzymy na sprawę i uświadomimy sobie, że gdy my mamy jakąś sprawę to ona nas zostawia i nie niepokoi, to my w ramach zwyczajnego podziękowania winniśmy trwać przy niej nawet te trzy godziny, jeśli trzeba. Brzmi strasznie, no ale jeśli jeszcze pomyślimy sobie, że trwając przy niej w tym sklepie w pewnym sensie chronimy ją przed jej kłopotami z wyborem (wystarczy wyrazić swoje zdanie, to naprawdę nie jest trudne), to okaże się, że jeszcze jesteśmy dla niej opoką w kłopotach. Wiem, że brzmi to nieco patetycznie, ale wystarczy sprawdzić. To daje swego rodzaju satysfakcję, że można pomóc swojej ukochanej. A nawet jeśli nie ma ona problemów z wyborem, to bez powodu nas nie bierze. Jej zależy na twoim zdaniu, a tobie chyba też nie do końca zwisa, w czym ona chodzi.
Jeśli ktoś teraz powie mi, że to trudne, męczące, to ja mówię: jej się to należy! Za te obiady, śniadania, kolacje, ubrania uprane, poprasowane, dzieci nakarmione itp. I gdy możesz i ona lubi, to zabierz ją na zakupy, okaż cierpliwość i ZAINTERESOWANIE. Dla niej będzie to naprawdę piękny prezent, a jak ją jeszcze zabierzesz do kawiarni na ulubione ciastko lub kawę, to uwierz, że będziesz miał zawsze dobre śniadanko i wyprasowane koszule, no i to co najważniejsze: szczęśliwą żonę.
Dla niedowiarków… 3 dni temu byliśmy na zakupach… 4 godziny w dwóch galeriach (torebka, buty, szal, beret) z dwójką dzieci. Żona po zakończonych zakupach powiedziała, że beze mnie nie dałaby rady. Wiecie, poczułem jakbym dostał medal! A uwierzcie, nie było łatwo. Na szczęście córka spała, ale za to syn uznał, że sklepy to wspaniałe miejsce do zabawy w ganianego (pół biedy) i w chowanego (masakra, znajdź takiego szkraba jak się schowa za marynarką lub sukienką). I mówię wam: warto. Wystarczy trochę cierpliwości. ![]()
Pozdrawiam
Janusz
