Wiem dlaczego warto, bo jestem szczęśliwą żoną mojego kochanego Męża. I jestem dumna z tego, że dla niego miałam w dzień ślubu najlepszy, jeszcze nierozpakowany prezent – siebie. A walka nie była łatwa. Przez ponad 3 lata bycia razem przed ślubem (z czego 2 lata w narzeczeństwie) trochę się za wstążki pociągało, oj tak… Kusiło i nęciło. Kogóż nie kusi?
Na szczęście po drodze napotykaliśmy na dobrych nauczycieli – przyjaciół z mądrą książką (najważniejsza była ta pierwsza: „Dobra nowina o seksie i małżeństwie” Christophera Westa). Bo choć zaraz po staniu się parą powiedzieliśmy sobie otwarcie, że „seks to po ślubie” (i to ON wyszedł z tym pierwszy! Pierwsza oznaka odpowiedzialnego Faceta!), nie wiedzieliśmy, co tak naprawdę tym seksem jest, gdzie są granice. Wspomniany Christopher West przyszedł nam z pomocą, a właściwie znajomi, którzy nam go podarowali. Dlatego sami teraz często dajemy innym tego typu książki, choć nas o to nie proszą. Potem już sami szukaliśmy pożytecznych lektur. A było ich sporo. „Miłość i odpowiedzialność” Karola Wojtyły… No dobra – tą tylko ja przeczytałam, bo filozoficzny styl przeraził mojego, wówczas, narzeczonego. Szereg książek Jacka Pulikowskiego, wykładów ks. Piotra Pawlukiewicza, kilka pozycji o. Ksawerego Knotza, Wandy Półtawskiej, Wołochowiczów. Poza tym kierownictwo duchowe dwóch jezuitów, których mądrości tak wiele zawdzięczamy. No i przede wszystkim dużo szczerych rozmów między nami, wspólnej modlitwy. Tak wyglądała nasza droga do prawdy o sobie, do wolnej i czystej miłości.
Jako małżonkowie odpakowaliśmy nasze wzajemne prezenty i cieszymy się nimi coraz bardziej już siedem lat małżeństwa. Dlaczego coraz bardziej? Bo dobrego seksu, jak wszystkiego, trzeba się w życiu nauczyć. I oto dochodzimy do pierwszej odpowiedzi na tytułowe pytanie. Pierwszy raz jest bardzo ważny. Ale nie wygląda tak, jak pokazuje to wiele filmów (no bo skąd dzisiaj dowiadujemy się czegoś na temat seksu? Najczęściej z mediów. Mało kto ma to szczęście, że jego pierwszymi nauczycielami w tej dziedzinie są rodzicie – w wielu rodzinach to niestety wciąż temat tabu). Na filmach wszystko idzie gładko i przyjemnie. A w rzeczywistości pierwsze akty seksualne są trudne, zwłaszcza dla kobiety. I kiedy taki pierwszy raz dzieje się poza małżeństwem, na szybko, czasem po kryjomu, z kimś do kogo nie mamy pełnego zaufania, z kim niekoniecznie będziemy całe życie, to pozostaje frustracja, rozczarowanie, wstyd, które mogą potem ciążyć na tej sferze przez długi czas. Lecz kiedy pierwszy raz odbywa się po ślubie, to jest zupełnie inna sytuacja. Jest spokój i wyluzowanie – mamy w końcu przed sobą całe życie, żeby wszystkiego się nauczyć. A uczymy się przez szczere rozmowy o naszych potrzebach, pragnieniach, trudnościach. Szczerość w małżeństwie to podstawa szczęśliwej relacji.
c.d.n.
(2015 r.)
