Życie w obfitości

Wielodzietność ogranicza? Zdecydowanie nasze ostatnie 12 miesięcy łamie ten stereotyp. To był rok obfity w Życie – życie w obfitości.

 

 

Październik 2025 – Wenecja

Rok temu o tej porze byliśmy w oku cyklonu rozbudowy naszego domu. Mimo to udało nam się zostawić wszystko, a także 5 z naszej 6 dzieci (zasługą Babci) i wylecieć na weekend do Wenecji – ja, mój Mąż i nasza Najmłodsza, która była jeszcze na piersi, więc po prostu zabraliśmy ją ze sobą. Wylot w piątek po południu, powrót w niedzielę. Dwie doby bajki. Kochamy Wenecję, byliśmy już tam wcześniej nie raz, ale po raz pierwszy samolotem, co dodało magii całemu wydarzeniu – lot z Polski trwał równo godzinę. Jeszcze tego samego wieczoru szliśmy przez nasze kochane wąskie uliczki i mostki, aby dojść do Placu Św. Marka, przy którym mieliśmy nocleg. Wieczór był ciepły, Wenecja tętniła życiem, nasza Najmłodsza w ogóle nie sprawiała wrażenia jakby się miała przejąć tym, że właśnie przeniosła się o ponad tysiąc kilometrów od domu. Z październikowej jesiennej polskiej szarugi przenieśliśmy się w kilka chwil do czaru śródziemnomorskiej kultury. Dwie noce w Wenecji (w końcu spełniliśmy nasze marzenia o “Wenecji by night”), pełny dzień – sobota spędzona od świtu do późnej nocy w tym magicznym mieście i zwieńczenie wszystkiego Mszą św. w Bazylice św. Marka w niedzielny poranek – to było bajkowe ładowanie naszych małżeńskich i rodzicielskich akumulatorów. A Najmłodsza spisała się znakomicie – 10 miesięcy to idealny wiek na takie podróże.

 

Luty 2026 – Karpacz i Kraków

W ferie zimowe udało się wyjechać całą rodziną na narty, a po paru dniach w Karkonoszach, podrzuciliśmy Najstarszego na zimowisko skautowe w pobliskich górach, trójkę “Średniaków” do Dziadków na Śląsk, a sami z dwójką Maluchów, skoczyliśmy na 3 dni do Krakowa. To chyba drugie po Wenecji nasze ukochane miasto świata.

Marzec 2026 – Bergamo, Mediolan i Como

Na początku marca, dosłownie dzień po teście ciążowym, wyleciałam z czterema innymi mamami na “babski wypad” do Włoch. Wszystkie zdobyłyśmy się na tę odrobinę szaleństwa, aby na 3 doby zostawić dzieci naszym mężom i “przeskoczyć” samolotem do północnej Italii. A mężowie mieli co ogarniać, bo łącznie mamy 23 dzieci. Nocowałyśmy w Bergamo i stamtąd wyskoczyłyśmy też pociągiem do Mediolanu i do Varenny, a spowrotem promem do Como.

Kwiecień 2026 – zakończenie rozbudowy

Tak, to był męczący szczegół tych kilku miesięcy – jednoczesne rozbudowywanie poddasza i remont parteru. Ale było warto. Nasz dom nabrał oddechu przestrzennego. W sam raz na siódme Dziecko. Kiedy moja Mama dowiedziała się o tej ciąży, zareagowała wesoło powiedzeniem “kto się buduje, temu dzieciątko się szykuje”. To była bardzo miła reakcja. Aktualnie każde nasze dziecko ma swój własny pokój na poddaszu, a wspólna przestrzeń dzienna na parterze powiększyła się znacznie – co za komfort!

Maj 2026 – rekolekcje i Alicante

W maju najpierw jeden weekend przeznaczyliśmy dzięki Babci, która została z całą szóstką, na Spotkania Małżeńskie – rekolekcje tylko we dwoje. A potem skorzystaliśmy z połączenia lotniczego Bydgoszcz-Alicante. To prawdziwa magia znaleźć się w 3 godziny w Hiszpanii. Zwłaszcza kiedy lotnisko ma się 10 minut autem od domu. W poprzedniej ciąży zwiedzaliśmy okolice Barcelony i Walencji. Tym razem, w 16 tygodniu ciąży, zakosztowaliśmy nieco bardziej na południu położonego kawałka Hiszpanii. Miały to być nasze rodzinne wczasy “przed sezonem” – bo taniej. Wyszły prawie-rodzinne. “Prawie”, bo Najstarszy wybrał w tym samym terminie wyjazd skautowy na Monte Cassino.

Czerwiec 2026 – Neapol, Capri, Amalfi i Ravello

W 18 tygodniu ciąży wybrałam się z naszą Drugą na krótką wyprawę do tego niezwykłego regionu Włoch – Kampanii. Tak! To już trzeci raz we Włoszech w przeciągu kilku miesięcy – takiej obfitości Italii dawno nie miałam. Wiedząc o tych planach, od jesieni do wiosny pobierałam konwersacje online, żeby odświeżyć zakurzony włoski (nota bene, 14 lat wcześniej –  miesiąc przed porodem właśnie Drugiej – zdałam prosty certyfikat włoski – nic wielkiego, ale umiejętność na tym poziomie daje możliwość swobodnej komunikacji w podstawowych tematach). To była taka godzina w tygodniu dla mnie. Z wielką satysfakcją nawijałam więc potem po włosku przy każdej z tych trzech okazji. Kocham ten język. Z tą wyprawą wiąże się z resztą śmieszna anegdotka o tym jak nasze dzieci dowiedziały się o siódmej ciąży. Planowane z Drugą wejście na Wezuwiusz przeraziło mnie, kiedy wiedziałam już, że mogę być w ciąży. Wpisałam więc w google zapytanie “Czy można wejść w ciąży na Wezuwiusza?”. Byłam wtedy sama poza domem. W tej samej chwili nasza Druga wyszukiwała czegoś na moim koncie na innym urządzeniu i wyświetliło jej się to zapytanie. Pobiegła więc do Taty, który był wtedy w domu, wołając tak głośno, że zbiegły się wszystkie dzieci: “Czy masz nam coś do powiedzenia?!”… W każdym razie, na wyprawę zechciała z nami ostatecznie polecieć przyszła Matka Chrzestna naszego Siódmego wraz ze swoją córką. I to one poszły z naszą Drugą na Wezuwiusz. 😉

Lipiec 2026 – Madera

Lipiec był z kolei czasem męskiej wyprawy “Tata i Pierworodny” w towarzystwie trzech innych facetów 😉 Celem była wymarzona przez mojego Męża Madera. Na czas tego wypadu wybraliśmy wakacje – wiedziałam, że wtedy łatwiej będzie mi ogarnąć dzieci i dom – bez tych licznych szkolnych i firmowych obowiązków. Wybraliśmy czas, w którym firma ma urlop, a jednoczesnie taki, w którym działa przedszkole i klubik – abym miała jaką realną pomoc. Było kilka obaw – czy pogoda pozwoli naszym panom wylądować na tym wymagającym maderyjskim lotnisku oraz czy da zakosztować widoków. Ale udało się dzięki Bogu wszystko. Jak mówi mój Mąż – to był cudny czas obfitości piękna natury i zbliżenia w relacji ojcowsko-synowskiej.

Przełom lipca i sierpnia – Tatry słowackie

Będąc w 26 tygodniu ciąży, nie mogłam oczywiście wspinać się po wysokich Tatrach (aż tak szalona nie jestem). Ale mogłam towarzyszyć Mężowi i naszym przyjaciołom, którzy tak jak my zostawili dzieci z babciami i ciociami (ach jak dobrze się z nimi mamy!). Mój Mąż zdobył w ten sposób Rysy przed 40-stką, a ja pokosztowałam pięknych widoków i… jedzenia w i wokól schroniska nad Popradzkim Stawem.

Sierpień 2026 – Beskidy

W sierpniu mieliśmy z kolei zaplanowany wypad w góry Tatusia z Drugą i Trzecim. Nasz ukochany Beskid  Żywiecki. Pogoda trafiła im wspaniała. Nikt jednak nie przewidział, że na domiar dobrego, spotka ich jeszcze spektakl niebiański. Na naszej ulubionej Rysiance przeżyli wieczorem zaćmienie słońca, po którym nastąpiła noc z najliczniejszymi spadającymi gwiazdami tego lata. Bajka.

Nasza Czwarta i wyższa kultura

Jak słusznie zauważyła Babcia – tylko nasza Czwarta nie miała w tym roku swojego wyjątkowego wypadu, więc to właśnie Dziadkowie postarali się o to, aby i o nią zadbać – zabrali ją na czas sam na sam na kilka dni nad polskie morze. Ja z kolei, zgodnie z naszą tradycją, według której każde po kolei dziecko w tym wieku zabieram do opery, spędziłam z nią ostatni weekend w sferze wyższej kultury… Johanna Straussa 😉 nie obyło się też oczywiście bez miłego czasu w restauracji z tej okazji. A jak już o wyższej kulturze mowa – tydzień wcześniej wyrwałam się z kolei na solowy koncert mojego Męża z orkiestrą symfoniczną. Dzieci tym razem zostały z ojcem chrzestnym naszej Szóstej. Jak to dobrze mieć wokół siebie ludzi, którzy kochają i wspierają.

40-stka i poród za pasem

A tymczasem już wkrótce, bo tej jesieni kończymy oboje z Mężem 40 lat. Już pod koniec wakacji zaczęliśmy świetowanie tej okazji  z naszymi rodzinami. Przed nami jeszcze imprezki dla znajomych. A potem… potem czas lądować z tych kosmiczno – niebiańskich krain, bo zbliża się poród. To dopiero jest obfitość życia – nowy Człowiek – najpiękniejsze zwieńczenie tego obfitego w życie roku i najlepszy prezent na nasze czterdziestki.

Jakim cudem to wszystko?

Kiedyś, gdy marzyłam o dużej rodzinie, a mieszkaliśmy wtedy jeszcze w centrum miasta i żyliśmy z miesiąca na miesiąc, pracując oboje w orkiestrze, zastanawiałam się jakim cudem będzie nas stać na dom. Podróże samolotem traktowałam z kolei jako punkt absolutnie poza naszymi możliwościami, o którym nawet nie myślałam. Ale potem mijały lata. Lata intensywnej pracy, ale przede wszystkim lata Bożego Błogosławieństwa i wsparcia okazywanego nam przez Rodziców z obojga stron. Krok po kroku niemożliwe stawało się realne. Bo dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. “Szukajcie wpierw Królestwa Bożego i jego sprawiedliwości, a to wszystko będzie Wam dodane”. Tak – cuda się dzieją. Życie obfite w Życie jest naszym udziałem, kiedy cierpimy głód i kiedy obfitujemy. Bo to wszystko od Boga pochodzi. Nasza miłość, każde nasze Dziecko i każde marzenie, które On wlewa w nasze serce, a potem pomaga realizować. Bo On chce, aby Jego owce miały życie i aby miały go w obfitości! My tego doświadczamy. A chwała tylko Jemu niech będzie. Amen.

Zdjęcie zrobione tego lata przed naszym domem – z naszym Piątym.

Dodaj komentarz