Zrozumieć kobietę cz.1

Tak sobie pomyślałem, że 10. wpis (to już mały jubileusz) powinien poruszyć jakiś ważny temat. Wiecie co, myślę, że trafiłem i to podwójnie, bo nie ma chyba trudniejszego, a jednocześnie tak ważnego. Czasem myślę sobie, jakie reakcje wywołują moje komentarze. W przypadku tego tematu mam przed oczyma jakiegoś biednego faceta, który patrząc na nagłówek myśli sobie:

„Ok stary, kwiaty, zakupy, prezenty, ok może być, ale co to, to nie. Chcesz mi wmówić, że można zrozumieć jej tok myślenia? Daj spokój, w to nie uwierzę.”

A ja odpowiadam

„Chłopie rozumiem Cię, ale to jest możliwe, tylko trzeba chcieć.”

No właśnie. Słowa „rozumiem Cię”, ciekawa sprawa… Tak obserwuję moją żonę i dochodzę do wniosku, że zaraz po słowach „Kocham Cię”, te są najważniejsze. Dlaczego, to o tym dalej, ale rysuję już kierunek, w który pójdziemy.

Zanim jednak przejdziemy do tematu, kilka słów jeszcze. Przezornie napisałem “cz.1” przy temacie. Zakres zagadnienia jest zbyt wielki, żeby ująć to w jeden post. No i najważniejsze, jeśli ktoś oczekuje, że umieszczę we wpisie jakiś genialny patent, dzięki któremu nagle zrozumiemy nasze wspaniałe kobiety, to muszę od razu zaznaczyć, że to, czym chce się podzielić, to metoda, dzięki której możemy się nauczyć i w konsekwencji zrozumieć naszą ukochaną.

Do tego właśnie jesteśmy stworzeni według mnie. Skoro mamy być ze sobą, to powinniśmy siebie rozumieć, w ideale bez słów. Jest to możliwe, choć wiadomo, że trudne, ale warte wysiłku.

 

No dobrze to zacznijmy…

Jest taka książka, autora nie pamiętam, z resztą nie jest to istotne,  ważny jest tytuł: „Co mężczyźni wiedzą na temat kobiet?”. Tytuł niezły, zawartość też… – około 60 białych pustych stron… Niezbyt zachęcające, ale ja uważam, że książka jest świetna z dwóch powodów. Po pierwsze ma racje. My faceci (z góry przepraszam za uogólnienia), gdy wchodzimy w związki, nie wiemy na temat kobiet zbyt wiele. Można powiedzieć, że nic nie wiemy. A więc książka ma racje, ale to nie koniec. Drugi powód, dla którego podoba mi się ta książka, to właśnie to, że te puste strony można zapełnić własnymi notatkami i przemyśleniami na temat tej drugiej strony. Tak, tak, właśnie o to chodzi! Z początku może i nic nie wiemy, ale możemy się dowiedzieć!!!  Myślę, że to dobry pomysł, żeby sobie kupić taką książkę, właśnie dla tego tytułu, a potem ma się fantastyczny dziennik podróży po związku.

A więc pierwsza konkluzja jest: mężczyzna jest w stanie uczyć się swojej kobiety. Nie żartuję ani trochę. Skoro byliśmy w stanie nauczyć się tabliczki mnożenia, to jesteśmy w stanie poświęcić trochę czasu, żeby poobserwować i nauczyć się, kim jest nasza partnerka.

 

Ok, to początek jest. A teraz powinniśmy się troszkę zagłębić, w jaki sposób funkcjonuje statystyczna(y) kobieta i mężczyzna. Niech będzie mi wybaczone, szczególnie przez Panie, które będą czytać ten wpis, że użyję porównań militarnych. Jestem troszkę militarystą i jakoś tak mi to pasuje. A więc… Jeśli bym miał porównać kobietę i mężczyznę, to bym powiedział, kałasznikow i myśliwiec F 16. Nie chodzi mi bynajmniej o siłę ognia, lecz o stopień skomplikowania i efektywności. Kałach to broń-legenda: prosty, niezawodny, skuteczny, można na nim polegać. To tak jak my-panowie: nie jesteśmy zbyt skomplikowani, ale za to niezawodni (uogólnienie). A F16? Skomplikowany, rozbudowany, pełno systemów, trzeba się na nim znać, żeby naprawić, a tym bardziej latać na nim. Ale przy tym, jeśli dobrze prowadzony… piekielnie skuteczny. Panowie, czy nie takie są nasze kobiety?

A gdzie w tym porównaniu do F16 widzę mężczyznę? Pilot? No nie, to ona leci. No to kto? MECHANIK!!! Tylko trzeba się znać! My jesteśmy potrzebni, gdy ta skomplikowana maszyneria się sypie, ale żeby  być mechanikiem, trzeba się nauczyć, jak tę maszynę (Panie wybaczą) się naprawia. Czy nadążacie za moim tokiem myślenia? Kobieta to niezwykła istota, bardzo skomplikowana, o czym będzie dalej, ale jeśli pielęgnowana i zadbana, to piekielnie skuteczna: dom, dzieci, praca… Ona da radę, pogodzi wszystko. Tylko jeden warunek: musi mieć mechanika, który ją pokieruje, naprawi, pomoże. To my, Panowie! My możemy nim być, jeśli się nauczymy. Wiem oczywiście, że są kobiety, które zawsze sobie dadzą rade, dlatego operuję tu uogólnieniem i własnym doświadczeniem i myślę, że mam rację w gruncie rzeczy. :)

 

Dodaj komentarz