I am back! Przepraszanie dziecka.

Czas by wrócić …

Nie było mnie troszkę, w sumie to jakoś chyba ponad pół roku. Ok, no to zacznę od jakichś wyjaśnień… jako że nie chcę mówić zbyt dokładnie, żeby żona się nie denerwowała, że za dużo ujawniam, to powiedzmy tyle, że zmieniłem adres. Wystarczy ??? No dobra, to jeszcze dodam, że zostałem ojcem po raz trzeci!  To chyba wszystko tłumaczy i nie muszę się rozpisywać czemu było cicho na blogu. Wierzcie mi lub nie (raczej wierzcie), że nie miałem czasu i głowy do tego. Co nie znaczy, że nie miałem pomysłów na tematy! O nie!! Tych mam pełną głowę, aż pęka. Co więcej, są coraz ciekawsze, na przykład ostatnie pół roku łazi mi po głowie myśl o skutecznej i uniwersalnej metodzie na podryw… No i się zagotowało… Co??? Ja żonaty i co mi tu wpada za pomysł!!! A no wpadł i już. Sporo się kłębi we łbie. Poza tym kilka obserwacji i gotowy pomysł.

Zacznijmy jednak trochę lżej i budujmy napięcie, będzie zabawniej. Dziś chcę napisać o słowie „Przepraszam”. Nudy??? Słowie przepraszam wypowiedzianym do małego dziecka… brzmi ciekawie ?? To moje osobiste doświadczenie pchnęło mnie do tego tematu. Umówmy się co do jednej kwestii: nie ma rodziców idealnych (no oprócz świętej Rodziny), jeśli się komuś inaczej wydaje, to zapraszam na leczenie ;). Choćbyśmy nie wiem co robili, zawsze popełnimy błąd. Jasne to jest?? No chyba mówię oczywiste sprawy. No a teraz pytanie, ile razy przeprosiłeś dziecko za swój błąd? No ile??

Jak to?? Dziecko?? Przecież ono nie rozumie!! Po co? To ja tu jestem wychowawcą i się nie mylę!!

A ja mówię STOP! Może i dziecko nie rozumie, ale jak zachowujesz się jak idiota, krzyczysz po nim, wyładowujesz złe emocje z pracy na nim, to chyba trzeba przyjść z podkulonym ogonem i powiedzieć trzylatkowi:

Synu wybacz mi. Źle się zachowałem wobec Ciebie.

Nieoczywiste, co nie?? Ja do tego doszedłem, bo ogólnie jestem nerwowym człowiekiem i nie panuję często nad emocjami i wygaduję bzdury, krzyczę i się wkurzam o byle co. I co? Miałbym tak to zostawić?? Głupi jestem i tyle, to idę do dziecka, łagodnym tonem przepraszam i jakoś to staram się naprawić, najlepiej spędzaniem czasu. Jeśli nauczę się przepraszać za rzeczy małe, to i za duże to zrobię i nie będę czekał do śmierci, żeby usłyszeć od syna lub córki, że ze mnie kawał skurczybyka był… Nie!! Nie!! Nie!! Tak, jak naturalne jest przeprosić za błąd osobę dorosłą, tak powinno być OCZYWISTE przepraszanie dziecka. No ale nie jestem o tym niestety przekonany, a wręcz przeciwnie i stąd ten post. To tak jak ze słowem „Kocham Cię” – mówione ciągle wchodzi w nawyk i nie wychodzisz na łosia, jak Cię ktoś zapyta, kiedy żonie to mówiłeś ostatnio. Słowo przepraszam winno być obecne na stałe. I pomyślcie ile tragedii rodzinnych by było mniej…. się by jeden z drugim zastanowił wpierw nim by zaczął krzyczeć… no i psycholodzy mieli by mniej klientów, którzy nie musieliby przepracowywać straconego dzieciństwa.

Miało być stopniowanie napięcia, a tu z grubej rury poszło. To co będzie dalej? 😉

Pozdrawiam, Janusz

 

Dodaj komentarz