Choroba faceta

Hej!

Wiecie co, ostatnio zobaczyłem zabawny skecz kabaretu Neonówka, pod tytułem “Chory facet”. Bardzo lubię tę formację, mają często świetne skecze i ten również należy do zabawnych. Oczywiście skecz jest zawsze podkolorowany, uwypuklone są różne rzeczy pasujące do scenariusza, ale… jak dobrze się zastanowić akurat nad tym konkretnym scenariuszem, to trzeba powiedzieć, że sporo w nim prawdy. Zgodnie z tytułem, opowiada on o chorobie faceta. Już teraz oczyma wyobraźni widzę grupę kobiet, które przewracają oczami na samą myśl, że ich facet ma mieć jakąś infekcję. Akurat ostatnio zdarzyło mi się być dwa razy chorym, stąd mam świeże doświadczenia, a do tego trochę myślałem nad tym
fenomenem i miałbym kilka myśli, którymi chcę się podzielić.

Zacznijmy jednak od pewnego cytatu… Usłyszałem go na warsztatach dla mężczyzn i muszę powiedzieć, że wzbudził on rechot wśród zebranych mężczyzn. Uroku dodawało to, że słowa te mówiła kobieta, a szczery męski śmiech świadczył o tym, że faceci zdają sobie sprawę z prawdziwości tego zwrotu:

„Mężczyzna nie choruje, mężczyzna walczy o życie.”

Jakież to jest prawdziwe, co nie, drodzy panowie? A panie teraz pomstują – jak to: on walczy o życie?!! Przecież ja jak jestem chora, to jeszcze z gorączką obiad gotuję, a on tylko lekko się rozchoruje, to już
leży do góry brzuchem, ledwo powłóczy nogami, siedzi i mendzi. Skaranie boskie z takim chłopem!
Drogie panie, to też prawda. Generalnie czasem pewnie przesadzamy i przy katarze potrafimy już
dogorywać, chociaż powiem wam, że moim katarem mógłbym obdarzyć kilka osób – tyle chusteczek
idzie, że nie nadążam, a po dwóch dniach mam bóle płuc od nieustannego kichania i smarkania. Co gorsza, nos i usta wyglądają jak świeży befsztyk. Dobra, zostawmy mnie.

Żeby w jakiś sposób zwizualizować drogim paniom, jak czuje się facet w chorobie i w zasadzie o co tu chodzi, że tak ciężko znosimy wszelkie niedyspozycje, to użyję takiego przykładu: Wyobraźmy sobie dom z dużą ilością rzeczy do zrobienia, w którym nagle ktoś odłącza prąd… Łapiecie? No, teoretycznie nic się nie dzieje, dom stoi, ale weź teraz coś zrób – pranie, odkurzanie, no cokolwiek standardowego. Facet jak jest chory, to tak jakby mu zasilanie odciąć…
W zdrowiu góry byśmy zdobywali, dżungle penetrowali, a takie błahe przeziębienie nagle pozbawia nas tej witalności, która tak nas cechuje. I powiem wam, że moim zdaniem dlatego tak to przeżywamy, bo to uderza w centrum naszego poczucia wartości!! Jak organizm odmawia współpracy, to ja nagle czuję się tak bezradny, taki słaby… NIE JAK FACET! I moim zdaniem, przynajmniej w moim przypadku, to jest klucz problemu. Chociaż ja już troszkę się nauczyłem, żeby się nie afiszować z chorobą, z ust mojej Kochanej padają wtedy teksty typu

“Czemu żeś wyłaził bez kurtki na dwór? Czemu się cienko ubierasz?!”

No właśnie, czemu?? Bo to takie męskie, co nie? A co mi tam – wyjdę na dwór w podkoszulku, mimo że kurtka wisi na wieszaku. Skarpety to z kolei inna forma butów… Widzę też inną cechę męską: nie znosimy chodzić dwa razy…  Jak da się wziąć 10 siatek z zakupami naraz, to przeciążymy kręgosłup na maksa, ale nie wrócimy się. Mimo że to bez sensu, bo przecież byłoby szybciej obrócić dwa razy niż zakładać na siebie te wszystkie siatki. Tak więc, gdy buty są za daleko, to też nie pójdziemy po nie, tylko na chwilę wyskoczymy w kapciach. To samo się tyczy sytuacji, gdy buty są wiązane. 😉 Ach jakie to męskie, kiedy wyjdę na to zimno nie tylko w podkoszulce, ale i bez butów, ha! Jaką ja mam odporność na mróz, ha!! Panowie, brzmi znajomo? Kto nigdy nie zrobił takiego numeru, niech pierwszy rzuci kapciem! 😉

A więc jak już nam odetnie się zasilanie, to nagle stajemy się jak te bezbronne owieczki prowadzane na rzeź z kubkiem Coldrexu i zostawiające za sobą szlak zasmarkanych chusteczek. 🙂
No dobra, trochę żartów, ale wydaję mi się, że jest w tym jakaś część prawdy i może dzięki temu wpisowi następnym razem miła droga czytelniczko inaczej spojrzysz na dogorywające zwłoki męża pod kołdrą. 😉

Pozdrawiam

Janusz

Zdjęcie: Designed by Freepik

Dodaj komentarz