Uwierzyć na słowo – Julia

“Uwierzył człowiek słowu, które Jezus powiedział do niego, i poszedł.”

W dzisiejszym fragmencie Ewangelii do Jezusa przychodzi ojciec umierającego dziecka. Prosi Go, żeby przyszedł uzdrowić jego syna. Jezus myśli jakby na głos, że bez znaków i cudów ludzie nie uwierzą w Niego, po czym zwraca się do tego człowieka: “Idź. Twój syn żyje”. Tym samym każe mu uwierzyć na słowo. Bez żadnego potwierdzenia. Bez znaku, że to się rzeczywiście dokona – że jego syn zostanie uzdrowiony.

Jak musiał czuć się ten ojciec? Z kontekstu wynika, że miasto w którym mieszkał, było oddalone od Jezusa co najmniej o dzień drogi. Czyli ojciec ten musiał zostawić swoje umierające dziecko co najmniej na dwa dni, pewnie pod opieką żony. A jak musiała się czuć ta żona? Syn im umiera, a mąż gdzieś idzie i znika na 2 dni. Pewnie była na tego męża, delikatnie mówiąc, wściekła. No chyba że się dogadali i jego “pójście” było za porozumieniem stron, ale wiecie jak to w życiu bywa – mało prawdopodbne. Mogło to raczej wyglądać tak, że zgodziła się na jego podróż, ale oboje czuli, że wiele ryzykują. Co, jeśli te wieści o Jezusie- Uzdrowicielu okażą się nieprawdziwe? Stracą wtedy energię i czas, które mogli poświęcić na szukanie innych metod ratowania syna. Ale może innych już nie było? Wtedy straciliby szansę bycia razem w takich dramatycznych chwilach odchodzenia ich syna. Tak czy inaczej, myślę że wiele zaryzykowali. Lub tylko mąż zaryzykował, a żona miała mu to bardzo za złe.

I jaki jest rezultat? Mąż dociera w końcu do Jezusa, a Ten nie chce iść z nim, tylko każe mu uwierzyć na słowo. Teraz to już w ogóle chłop musiał się przerazic. Nie dość że żona patrzyła na to wszystko z rezerwą, to teraz, jeśli on wróci do niej z niczym, to dopiero będzie się działo… My, żony, umiemy sobie niestety wyobrazić jak ona mogłaby mu to wszystko wygarnąć, w kontekście choroby dziecka tym bardziej. Styrana, wykończona psychicznie przez lęk o życie syna, zostawiona przez męża sama. Bez pomocy i wsparcia na dwa dni. A mąż wraca z niczym…

Pewnie takie wizje mogły się pojawić w głowie tego faceta. Ale on idzie. Wraca. Bo uwierzył Jezusowi. Podejmuje ryzyko.

I syn rzeczywiscie zostaje uzdrowiony… 

Jezus chce, żebyśmy wierzyli bez znaków i cudów. Podejmowali ryzyko wiary. Wierzyli tylko na Jego słowo. A gdy uwierzymy – cuda się dzieją.

I tak się dzieje. Poświadczam. Tak jest rzeczywiście i w naszym życiu.

Dodaj komentarz