CZĘŚĆ 2: To uratowało nasze małżeństwo… – Janusz

Witajcie !!

Czas na trochę polemiki międzymałżeńskiej. 😉 Poczułem się wywołany do tablicy przez ostatni post mojej Małżonki (kliknij TU). Opisała ona naszą wspólną “teorię graficzną”, której zręby powstały już jakiś czas temu, ale… mamy nieco inne podejście do opisanego w niej wykresu. Trzeba przyznać, że idealnie oddaje to pewne różnice, które występują w przeżywaniu życia przez kobietę i przez mężczyznę.

Moja ukochana Julka raczyła wspomnieć, że wykres, mający być odzwierciedleniem naszego związku, to prosta (symbolizująca nasze małżeństwo), na której tle przewija się sinusoida, idąca poniżej bądź powyżej…

Wiecie co, ja wam to narysuję 🙂

A teraz wersja oryginalna moja:

Jak widzicie, ja preferuję odcinki zamknięte, mające symbolizować okresy pozytywne i negatywne. No właśnie!!! To jest ta różnica! Jak już, mam nadzieję, wszyscy wiedzą (a jak nie to proszę poczytać moje posty o kobiecie w zakładce Małżeństwo) – kobieta żyje emocjami, w tym sensie, że są one nieodłączną częścią jej jestestwa. I zresztą bardzo dobrze! Pomyślcie, jakby wyglądał świat zaprojektowany tylko siłami męskiego rozumu! Na pewno bardzo poukładany i praktyczny, ale bez kobiecego wyczucia i wrażliwości nie byłby tak różnorodny i piękny. Dobra, ale wracając do meritum. Julia wybrała formę sinusoidy nie przypadkiem, a to dlatego, że – powiedzmy – po skończonej sprzeczce nie jest tak, że jej poziom emocji wraca do normy od razu. Właśnie!! Drodzy Panowie, jeśli myślicie, że zaraz po jakimś przykrym wydarzeniu wasza druga połówka jest w stanie szybko dojść do siebie, to jesteście w błędzie. Nawet jeśli nie będzie tego pokazywać, to te przeżycia będą w niej żyć jeszcze przez jakiś czas, dłuższy bądź krótszy, w zależności od sytuacji. Przy pozytywnych sytuacjach jest tak samo. Dobrym przykładem mogą być narodziny dziecka. To niesłychanie mocne doświadczenie, które przez długi czas będzie emanować na jej psychikę. A do tego działają tam jeszcze różne hormony… Wiecie co…. chyba napiszę wkrótce post o porodzie z perspektywy faceta. Hmmmm będzie długi. 🙂 W każdym razie mam nadzieję, że łapiecie. W związku z tym, Panowie… jak jesteście świeżo po kłótni z partnerką… to dajcie se na wstrzymanie, bo łatwo spowodować wtórne erupcje. 😉

A teraz zanalizujmy ten „męski wykres”. Jak widzicie, są  na nim zamknięte odcinki. Tak to właśnie działa u faceta (oczywiście jest to jakieś uproszczenie). My potrafimy chwilę po kłótni nie pamiętać o niej i przejść do normalnego funkcjonowania. No serio. Wróćmy znowu na porodówkę… 🙂 Ja podczas pierwszego porodu zasnąłem na wygodnym fotelu… Klasyka. Nie zrozumcie mnie jednak źle. Byłem najszczęśliwszym facetem na świecie przy każdym porodzie, ale mimo wszystko pół godziny po nim mógłbym kopać rowy na ogródku. Tak to już jest, że emocje działają na nas w ograniczony sposób i to też jest dobra rzecz. Wyobrażacie sobie z kolei świat wytworzony tylko umysłem kobiecym?? Na pewno śliczny, ale nieco chaotyczny i raczej nie byłoby w nim parkowania równoległego tyłem 😉 (z tego co zauważyłem, to zmora wśród Pań). Tak swoją drogą, a propos porodów, to ten ostatni był szczególnie wyjątkowy, bo na porodówce byłem we fraku (autentyk)… Pół godziny po porodzie grałem ważny koncert w Filharmonii. Dobrze, że szpital był kilkaset metrów od mojej pracy… Trzeba jednak uczciwie przyznać, że emocje nie zdążyły opaść tak całkowicie do zera i jak wchodziłem na estradę, to się trząsłem jak osika, ale to opowieść na inny wpis.

Podsumujmy. Choć teoria ta sama, to jednak jej wyobrażenie wspaniale oddaje odmienność kobiety i mężczyzny. Warto o tym pamiętać, żeby nie robić sobie pod górkę: drogie Panie, jak facet chwilę po jakimś ważnym wydarzeniu zachowuje się, jakby nic się nie stało, to nie myślcie, że was olewa. On po prostu tak już ma. Tak jesteśmy skonstruowani, że nawet chwilę po zajadłej kłótni potrafilibyśmy spokojnie czytać gazetę. A w druga stronę: drodzy Panowie pamiętajcie, że ona w takiej samej sytuacji jeszcze przez kilka godzin będzie przeżywać, że to się wydarzyło, kiedy wy już dawno zapomnieliście.

Na koniec jeszcze wam opowiem, że mamy taką metodę przeciwko cichym dniom. Jak ja bądź Julia jesteśmy obrażeni, ale nie chcemy powiedzieć, o co chodzi, to ta druga strona używa takiego sformułowania (moje autorskie 🙂 ):

“Czy możemy ominąć ten fragment, kiedy ja Cię przekonuję przez 15 minut, żebyś mi powiedziała, o co Ci chodzi i po prostu powiedz mi JUŻ, o co Ci chodzi.”

Wiecie, to serio dość często działa, ale wynika bezpośrednio z naszej teorii. Skoro podjąłem decyzję, że kocham, to kocham. I w takim razie, po co sobie utrudniać? Lepiej przejść od razu do rzeczy i wyjaśnić problem.

Pozdrawiam was serdecznie!

Grafika należy do  Zaprojektowane przez Freepik

2 myśli na temat “CZĘŚĆ 2: To uratowało nasze małżeństwo… – Janusz

  1. Dziękuję Mężu za świetne dopowiedzenie. A ja dodam to samo, tylko moimi słowami:

    Tak czy inaczej – jesteśmy i będziemy razem. Więc po co się męczyć? Ciche dni nie mają sensu.

  2. Dobrze, że piszesz o tej męskiej niepamięci po kłótni:-) Ja to już oczywiście kilka razy słyszałam od Człowieka, z którym dzielę życie, ale no way! Dla mnie to była jakaś ściema! Jak można zapomnieć? Ja czasami pamiętam przez kilka dni aż w końcu muszę wrócić do tematu i wtedy właśnie słyszę: “Ty nie masz o czym myśleć? Ja już dawno zapomniałem…”. Nie poj-mu-ję tego, ale OK – skoro nie tylko on tak ma, znaczy, że wszystko w porządku:-) Dziękuję za ten wpis!!!! 🙂

Pozostaw odpowiedź Julia Anuluj pisanie odpowiedzi