Wakacje z dziećmi. Malbork. – Julia

Dzisiaj byliśmy w Malborku całą rodzinką. Wypad jednodniowy tam i spowrotem. Rewelacja. Oto relacja z naszej małej podróży:

Złe dobrego początki?

Pierwsze wrażenie nie było najlepsze. Niezagospodarowany parking na drugim niż zamek brzegu Nogatu. Za 20 zł zostawiasz samochód – nieważne czy na chwilę czy na cały dzień, a oprócz miejsca parkingowego w pakiecie otrzymujesz jeszcze przeskakiwanie przez błotniste kałuże, jeśli akurat pada deszcz (a padał…). Kasy zlokalizowane są dokładnie po drugiej stronie zamku, więc pierwszy kwadrans poświęciliśmy na ich odnalezienie (na szczęście oznakowanie było dobre,ale jednak dla trzech par małych nóżek dystans był spory). I tu niemiła niespodzianka: do kasy tłum ludzi wijących się w wielozakrętowym ślimaku kolejki. Już samo znalezienie jej końca nastręczało trudności, a przebicie się przez tłok z wózkiem i trójką dzieci pod ręką graniczyło z cudem (nie obyło się bez niemiłych komentarzy w stylu “Czy mogłaby mi pani tym wózkiem po nodze nie jeździć?!”). Nie pozostało nam nic innego jak tylko rozdzielić się. Misja męża- zdobyć bilety. Moja misja – znaleźć w tym czasie dobre miejsce na obiad, w asyście czwórki naszych dzieci oczywiście. Szczęśliwie obie misje zakończyły się powodzeniem i w ten oto sposób po kolejnych dwóch godzinach byliśmy już gotowi do akcji – z obiadem w żołądkach i z biletami w dłoniach. A właściwie – z słuchawkami na uszach…

Podróż w czasie

Z bogatej oferty turystycznej Malborskiego Zamku wybraliśmy opcję “Trasa Rodzinna”. Coś w sam raz dla nas. Po zamku oprowadzał nas Mikołaj. Przewodnik rodem z baśni. Byliśmy zachwyceni. Nawet nasz 3,5-latek słuchał z otwartą buzią. Nic w tym dziwnego, bo Mikołaj nie zabrał nas do zabytku, lecz do tętniącego życiem zamku roku 1410. Razem z nim poznawaliśmy niezwykłe zakamarki, podglądaliśmy średniowieczne uczty z muzyką tamtych czasów w tle, grzaliśmy się przy kominku, gdzie sam Mistrz Krzyżaków zwykł spędzać długie zimowe wieczory. Spotykaliśmy niezwykłych ludzi – przyjaciół Mikołaja, delektowaliśmy się zapachami średniowiecznej kuchni. Nie zabrakło także dramatyzmu. W trakcie naszej wędrówki do zamku przybył posłaniec spod Grundwaldu z wiadomością o przegranej bitwie i nadciągających na zamek wojskach polskich! Potem akcja przyspieszyła, zwiększając napięcie aż do wybuchów armatnich i odgłosów kul uderzających w Salę Obrad, w której znajdowaliśmy się razem z zastępem przerażonych krzyżaków.

Świat wyobraźni

Wszystko to było możliwe dzięki audio-przewodnikowi. To właśnie sekret Mikołaja 😉 Przy zakupie biletów otrzymaliśmy 2 mobilne urządzenia. Do każdego z nich dołączone były po 2 zestawy słuchawek. Za drobną dopłatą wypożyczyliśmy trzecie urządzenie i w ten sposób każdy z nas, nie licząc naszej niemowlaczki, miał swojego “Mikołaja”. Urządzenia zaopatrzone były w gps, dzięki któremu nasz audio-przewodnik zawsze wiedział gdzie się aktualnie znajdujemy i prowadził nas w sposób sprawiający wrażenie realnej obecności. Dźwięki omawianych scen i miejsc, a także głosy spotykanych bohaterów, dodawały ostatecznego efektu, dzięki czemu nasza wyobraźnia zawładnęła nami do końca 🙂

Czy przyjedziemy tu znowu?

W ten fascynujący sposób zwiedziliśmy chyba wszystkie najważniejsze miejsca w zamku i dopiero marudzenie naszej najmłodszej pociechy sprawiło, że zdaliśmy sobie sprawę z upływu dwóch godzin. Nie dokończyliśmy już więc zwiedzania ostatniego miejsca trasy – ogrodów zamkowych. Będzie po co wrócić następnym razem. Z resztą nie tylko po to. Muzeum zamkowe oferuje znacznie więcej możliwości i myślę, że w przyszłości z nich skorzystamy, bo dzieci ewidentnie połknęły bakcyla. Zwłaszcza nasz prawie-już-siedmiolatek. Był bliski płaczu, kiedy po dwugodzinnym marszu zdecydowaliśmy się kończyć i nie mógł już dalej iść za wskazówkami audio-Mikołaja. “Czy przyjedziemy tu znowu?” – zapytał z nadzieją w głosie.

 

 

***

 

A teraz parę praktycznych rad dla chcących podążyć w nasze ślady:

  • kupcie wcześniej bilet on-line i zaprakujcie na parkingu od strony kas (okolice ul. Piastowskiej) – przyspieszy to początek Waszej wycieczki (urządzenia mobilne wypożycza się przy kasach, więc i tak musicie się tam udać, z resztą właśnie tam zaczyna się audio-zwiedzanie)
  • jeśli macie, zabierzcie Kartę Dużej Rodziny – skorzystacie ze zniżek (dobra wiadomość jest też taka, że dzieci do lat 7 wchodzą za darmo!)
  • wymyślcie coś dla małych główek chcących słuchać audio-przewodnika – niestety słuchawki spadają z główek mniejszych niż głowa naszego prawie-siedmiolatka (nasza pięciolatka i 3,5-latek musieli podtrzymywać je ręką, co oczywiście stanowiło powód do pomiaukiwań i drobnych lamentów)
  • jeśli wybieracie się z maluszkiem, oprócz wózka koniecznie zabierzcie chustę lub nosidła – ułatwi to sprawne zwiedzanie zamku (my na czas zwiedzania zakamarków zamku zostawiliśmy wózek na jego dziedzińcu, więc jesli macie wypasiony wózek, zabierzcie też dla niego blokadę – np. taką jak dla roweru)
  • zjedzcie obiad na zamku (dysponuje on przyjemnym punktem gastronomicznym, a audio-Mikołaj poczeka aż skończycie jeść) – spędzicie więcej czasu w magicznej aurze zamku
  • nie musicie wcześniej wypłacać gotówki – przy kasach znajdują się bankomaty, więc możecie zrobić to na miejsu – gotówka z pewnością przyda się na pamiątki dla dzieci czy gofry (stragany z pamiątkami oraz “namiot” z goframi znajduje się przy wyjściu z zamku od storny Nogatu)
  • najlepszą panoramę na zamek znajdziecie na kładce nad Nogatem – warto się tam udać po zjedzeniu gofrów 😉

Dojazd: jeżeli podróżujecie A1 należy zjechać na węźle Swarożyn. Stamtąd już tylko 25 km i jesteście na miejscu.

 

Jedna myśl na temat “Wakacje z dziećmi. Malbork. – Julia

Dodaj komentarz