W jednym z pierwszych postów pisałem o prezentach dla Kobiety. Teraz pomyślałem sobie, że napiszę o prezentach dla Faceta. Ktoś by powiedział wielkie halo, ale fakt, że część z nas nadal otrzymuje kapcie w prezencie na urodziny (drogie Panie wiedzcie, że to naprawdę fatalny pomysł), zmusza mnie do przyglądnięcia się zagadnieniu. Tego posta dedykuję nie tylko partnerkom życiowym ale np. teściowym, matkom itp. Może się przydać i będzie mniej takich sytuacji, że matka odnajduje ręcznie dziergany sweterek swojej roboty na podłodze jako szmata do wycierania. No i mamy dramat…
A więc, na początek muszę zwrócić uwagę, że mam głęboką świadomość, iż każdy mężczyzna jest inny. Mamy różne zainteresowania, pasje, hobby, a więc nie ma uniwersalnego prezentu, który zawsze się spodoba, jak w przypadku kobiet (kwiaty, pamiętacie?). Ale, ale, ale i jeszcze raz ale … jest takie jedno drobne określenie, którym jesteśmy my, faceci, obdarzani dość często i gęsto. Mam takie przemyślenie, że jest to jakiś klucz.
A słowem tym jest… chwila napięcia…. Gadżeciarz. Emocje opadły.
No właśnie, i tu musimy zrobić dygresję i troszkę porozważać pewną kwestię. Otóż bardzo często to słowo jest używane w sposób negatywny: „Ty Gadżeciażu, po co Ci to?”, znajome stwierdzenie??? No a ja się pytam: co w tym jest złego???? No co??? Że pieniądze wydane bez sensu??? No dobra, ale chwila moment, czy kwiaty to nie jest prezent “bez sensu”?? Zaraz zwiędną i do kosza – czy to ma sens? Ale nie, w tym przypadku nikt się nie burzy, bo to atrybut kobiecy i w ogóle kobieta i kwiaty to jest super i cacy. Ja tego absolutnie nie neguję. ABSOLUTNIE!! Ale gdzie jest sprawiedliwość?? Jeśli kwiaty przynoszą radość i uśmiech i pobudzają kobiecość, to dlaczego, jak facet kupi sobie fajny gadżet, to od razu chór krytyki, że wydaje pieniądze na niepotrzebne rzeczy? Piszę o tym, bo sam często czułem się zażenowany, że sobie kupiłem np. wojskowy podgrzewacz za 10 zł, dzięki czemu nie musiałem kupować turystycznego palnika za 100 zł. No i co?? no i usłyszałem, że gadżety mi chodzą po głowie… no nie fair. Aż w końcu siadłem, pomyślałem o tym i doszedłem do wniosku, że nie ma w tym nic złego i nie ma prawa być. No chyba, że nie jest to uzasadnione ekonomicznie, to wtedy wiadomo.
Miłe Panie, nie ma nic gorszego niż otrzymać prezent i usłyszeć słowa ironii czy narzekania. Cała radość potrafi zniknąć. Czy miło by wam było, gdyby wasz Facet kupił wam kwiaty lub inny drobny śliczny prezent, a po wręczeniu zaczął gadać o tym ile go kosztował???? No to proszę Was nie mówcie w ten sposób. Taka już nasza natura, że lubimy nowości, różne wynalazki i ciekawostki. Jeżeli Twój facet pamięta o Twoich potrzebach (czyli realizuje TO co napisałem TU), to Ty bądź wyrozumiała dla jego gadżecików. ![]()
No dobra, to teraz jeszcze kilka słów o prezentach. Zacznę od tego, czego unikać. O kapciach już wspomniałem. Generalnie przedmioty codziennego użytku to nie jest pomysł na fajny prezent. Nie jest też aż tak ważna cena (oczywiście im większy i droższy tym więcej radochy, ale nie jest to regułą). Jeśli facet ma jakąś pasję, no to mamy punkt zaczepienia. Myślę, że warto go posłuchać – my faceci często gadamy o tym, na czym nam zależy, oglądamy to “coś” po 200 razy w internecie, więc można dojść do tego łatwo. Tak sobie myślę, że większość facetów jest z gruntu praktyczna, więc ozdoby choinkowe nie wchodzą w rachubę.
Moim zdaniem genialna sprawa to bony podarunkowe… po prostu wysłać go na zakupy dla siebie (byle bony z właściwego sklepu). Tylko należy dodać jeden element – CZAS. Facet też chce posiedzieć przed tą półką sklepową i mieć czas na podjęcie decyzji.
Dobra, to taka garść przemyśleń, nie wiem czy to wam pomoże, ale myślę, że tak.
No i przypominam, że nie ma nic gorszego jak psucie radości z prezentu poprzez kąśliwe uwagi pod adresem odbiorcy.
Pozdrawiam wszystkich czytelników i czytelniczki ![]()
Janusz
