Ekipa sprzątająca

Sobota. Godzina 19.30.

W domu BAJZEL. BAŁAGAN. SAJGON.

Jutro przychodzą goście.

Masz 2 wyjścia – szybko ogarnąć dzieci i położyć je spać, a potem spędzić resztę wieczoru i część nocy na sprzątaniu. Albo rzucić hasło “Ekipa sprzątająca!”, a twoje dzieci, mąż i ty w godzinę wysprzątacie wszystko. Dzieci pójdą spać godzinę później niż zwykle i (tylko teoretycznie niestety) pośpią jutro godzinę dłużej, dom będzie czysty a ty będziesz miała wolny wieczór i będziesz zastanawiała się czy poświęcić go na zobaczenie jakiegoś dobrego filmu, lekturę wciągającej książki a może na błogie leniuchowanie. Brzmi jak marzenie? Jak pokazało nam doświadczenie ostatniej soboty – może stać się rzeczywistością…

Otóż niedawno, uczestnicząc w Akademii Rodziny (tak, trzeba się ciągle dokształcać, nie tylko na polu zawodowym), zadałam pytanie “co zrobić żeby dzieci chciały sprzątać dom?” i wtedy po raz pierwszy usłyszałam te magiczne słowa o ekipie sprzątającej.

O co chodzi? Chodzi o to, że dom jest nasz, a nie mój, a ja nie jestem w nim sprzątaczką, która wszystko za wszystkimi będzie zbierać i myć. Jeśli wykształcimy w naszej rodzinie zwyczaj wspólnej odpowiedzialności za stan naszego mieszkania, mamy z tego same korzyści: dzieci wychowujemy na przyszłych dobrych współmałżonków (a nie ludzi w stylu “wszystko zróbcie za mnie”), są przez to też bardziej zaradne życiowo (a nie jak nietykalne księżniczki/królewicze, którzy niczego nie potrafią), ty jako mama jesteś znacznie mniej sfrustrowana i nie czujesz się jak ta, która tu jest głównie od sprzątania. Masz też przez to więcej czasu, więc możesz rozwijać inne, pozarodzinne pasje. Poza tym, jeśli wszyscy ponoszą ciężar sprzątania, to też trudniej im przyjdzie bałaganić, bo będą wiedzieć, że potem przyjdzie im ponosić konsekwencje tego bałaganu. Co więcej, jeśli sprzątamy wspólnie, to możemy mieć z tego frajdę.

A jak to wygląda w praktyce? Z doświadczenia widzę, że są 3 opcje – przetestujcie  co kto woli i która sprawdzi się najlepiej:

Opcja 1: Każdy jest specjalistą z danej dziedziny, np. jeśli mamy 3 dzieci + żona i mąż = 5 specjalności. Np:

  1.  odkładanie rzeczy na miejsce/zbieranie zabawek itp.
  2. odkurzanie/zamiatanie
  3. ścieranie kurzy
  4. mycie podłóg
  5. mycie sprzętów łazienkowych typu umywalka i in.

U nas w tej wersji wykształciło się już dwóch specjalistów – 6,5-letni syn uwielbia zamiatać i odkurzać, a 5-latka sama się zgłasza, że chce myć krany i umywalki oraz lustra i szyby (dostaje do tego lateksowe rękawiczki, żeby móc używać Cifa i ukochanego przez nią płynu do szyb i luster).

Dobrze działa takie zmodyfikowanie tej opcji, aby wkraczać całą ekipą sprzątającą do każdego pokoju i wychodzić z niego dopiero jak wszystko jest gotowe, po to żeby przejść do kolejnego pomieszczenia. Można po każdym pomieszczeniu wydzielać jakąś drobną nagrodę, aby wszyscy czuli satysfakcję z każdego skończonego etapu. U starszych dzieci metoda ta działa podobno rewelacyjnie. Znajomi mówili, że bojąc się że rodzeństwo zabierze się do sprzątania jego zabawek i rzeczy, właściciel danego pokoju zasuwa aż się dymi, po to, żeby uniknąć wtrącania się sióstr czy braci w jego własność.

Opcja 2: Każdy jest specjalistą od jednego pomieszczenia. Ta wersja nie zawsze się sprawdza, ale w te lepsze dni – tak. Najlepszą motywacją dla dzieci jest ich duma, że same posprzątały całe pomieszczenie (np. nasz 6,5-latek sam ogarnia salon lub przedpokój, bo czuje się wtedy taki dorosły, że WOW. Paraduje potem dumny jak paw. A my z niego też tacy dumni jesteśmy).

Opcja 3: Sprzątanie na wyścigi – wszyscy robią wszystko, byle jak najprędzej był porządek.  W tej opcji dobrze jest, gdy jest szef – czyli najlepiej ty. Sprzątają wszyscy, ale ty komenderujesz. Stosując tę taktykę, często puszczamy głośno jakąś dobrą muzę – w jej takt robota szybciej się posuwa. Wołamy też na początku: “trzy-cztery!”, a potem wszyscy biegają jak oparzeni i w ten sposób rzeczy prędko wracają na swoje miejsce a dom z minuty na minutę staje się coraz bardziej czysty.

A potem… potem jest porządek i miło jest w posprzątanym i czystym domu zagrać całą rodziną w jakąś planszówkę albo urządzić wspólnie kino familijne z popcornem domowej roboty.

Kiedyś sprzątałam sama, a moje dzieci w tym czasie co chwilę mnie nachodziły w stylu “pobaw się ze mną” albo “mamo, a on mi dokucza”. Na pierwsze reagowałam “nie teraz, przecież sprzątam”, a na drugie rosło mi ciśnienie, że ja tu zasuwam a oni nawet nie mogą się sobą zająć w spokoju. To było bardzo niemądre. Zamiast odmawiać dzieciom wspólnej zabawy, lepiej jest je zaprosić do wspólnego sprzątania i uczynić z niego zabawę. O tak. To o wiele mądrzejsze!

Ekipę sprzątającą można oczywiście zastosować również z częścią rodziny, kiedy nie ma pozostałych osób, np. bez współmałżonka. Ważne, żeby sprzątali wszyscy, którzy w domu akurat są, bo wtedy wyczuwalna jest odpowiedzialność zbiorowa i współpraca, a o to w tym właśnie chodzi!

POWODZENIA

 

Dodaj komentarz